wtorek

android

czekam z niecierpliwością na premierę "prometeusza" ridleya scotta. szczerze mówiąc, kocham filmy o kosmosie i tajemniczych potworach, a tutaj, oprócz prawdopodobnie zajebiście rozpisanej fabuły, umieszczonej w uniwersum "obcego" (miliony spekulacji na necie, nie polecam zgłębiania), można spodziewać się pięknych efektów specjalnych (not a big fan, but still) i dopracowanej scenografii, kostiumów, rozjebania graficznego systemu oznaczania tych wszystkich maszyn, statków, broni, całych kolonii na obcych planetach, ogólnie - mega klimatycznej wizualnej strony filmu. nie chciałam jednak pisać o samym obrazie, ale o kampanii reklamowej, która go poprzedza.
zdaję sobie sprawę z faktu, że to nie pierwszy, a możliwe też, że nie jakiś specjalnie wzorcowy przykład wykorzystania marketingu wirusowego do promocji filmu, jednak to pierwszy raz, kiedy obserwuję coś takiego od samego początku i kiedy sama pozwoliłam się w to wkręcić na maksa. wcześniej do zajawienia się wystarczał mi zwiastun kinowy albo jakieś artykuły i recenzje. teraz wpisanie tytułu filmu w google zainicjowało gwałtowny postęp uzależnienia od newsów o filmie.
i tak fanbojom podobnym do mnie pozostaje maniakalne odświeżanie oficjalnej strony projektu oraz strony weyland industries - fikcyjnej korporacji kolonizującej kosmos, znanej już z pierwszej części "obcego" (tam była to weyland-yutani; jak wiadomo "prometeusz" to coś na kształt prequela). co jakiś czas producent udostępnia tu zdjęcia z planu, rendery i rysunki techniczne wyposażenia statku i kosmicznych pojazdów, filmiki, alternatywne zwiastuny, wywiady, plakaty itp. wszystko to udaje normalną stronę internetową istniejącej firmy. mamy np. doniesienia o jej najnowszych osiągnięciach czy informacje dla potencjalnych inwestorów. są też zakodowane działy, które można odblokować, podając tajne hasło, udostępnione gdzieś przez kogoś na jakimś forum... jestem nolifem. to wszystko to oczywiście znakomity sposób marnowania czasu, a każdy news staje się pretekstem do spamowania znajomych; generalnie nie polecałabym tego nikomu zainteresowanemu na razie w stopniu umiarkowanym. natomiast te wirusowe spoty reklamowe to naprawdę przezajebiste rzeczy, mogące lajtowo funkcjonować poza kontekstem.
przed miesiącem pokazano nam fikcyjne przemówienie prezesa korporacji, petera weylanda, dla TEDa; teraz udostępniono pokazowy klip nowego produktu weyland industries, "emocjonalnego androida" o nazwie david. cyborg, grany przez michaela fassbendera, będzie członkiem załogi prometeusza, no ale, jak pisałam wcześniej, to nie musi być kluczowe dla odbioru tego filmiku. patrzcie jak jest super zrealizowany i dopierdolony graficznie:



uwielbiam androidy. there's some of me in you.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz