poniedziałek

landform building

jedną z wielu zalet posiadania mądrego chłopca jest dostęp do jego zbioru zajebistych książek! większości nie rozumiem, ponieważ przeważnie dotyczą jakichś skomplikowanych estetyczno-technicznych kwestii i są zilustrowane wymagającymi nierozwiniętej u mnie przenikliwości umysłu rzeczami, takimi jak rzuty, przekroje, wykresy, aksjonometrie, rozmaite analizy. albo to teoretyczne rozprawy, napisane kompletnie obcymi językami, które tylko składnia i podstawowe elementy, takie jak przyimki, spójniki, cośtam, łączą z polskim czy angielskim. przykre, że to mnie kompletnie nie interesuje, chociaż podobno tylko to jest ważne, a reszta to memy do zrepostowania obok zdjęć milusich zwierzątek i śmiesznych komiksów... tym niemniej uwielbiam niektóre książki michała, w których zaprezentowane elementy architektury nie są uzupełnione suchą analizą właściwości i założeń, ale stanowią podstawę narracji. narracji, która może być uniwersalna i chyba jeśli się ją polubi, jeśli się wybierze akurat tę jedną, może wyjść poza teorię, opuścić taką książkę i stać się jednością z naszym immanentnym sposobem rozkminiania estetyki świata. właśnie nie budynków postawionych ręką ludzką, ale całego świata ze wszystkimi przypadkowymi procesami i efektami nawet najmniejszych, nieprzemyślanych działań każdego człowieka. tak myślę. chociaż równie dobrze mogę nie rozumieć i nadinterpretować, a tak naprawdę można sobie lajtowo ignorować pryzmat architektury w myśleniu o świecie, w którym, co prawda, 70 procent zachodniego społeczeństwa nigdy nie widziało drogi mlecznej...
w każdym razie książka z zasobów michała na dziś:
to landform building stana allena, człowieka z ameryki, dziekana wydziału architektury w princeton, absolwenta browna, cooper union i princeton, zadokowanego w brooklynie (za wikipedią).
stan allen odwołuje się do popularnego na przestrzeni wieków sposobu postrzegania budynków w kategori biologicznej (że budynek to organizm, a miasto to tkanka, czy coś takiego, jakieś pozytywistyczne rzeczy) lub geologicznej i umiejscowia proces ewolucji krajobrazu pomiędzy takimi dwiema prędkościami - szybkim przystosowywaniem się żywych organizmów do zastanych warunków i powolnym procesem geologicznych przemian. przedstawia budynki, przeważnie duże, które krajobraz definiują, albo dominują, czy też naśladują (lol miraż z emiratu). są tam omówione budynki, co naśladują góry i groty - nie, że od razu tak wyglądają, ale jakby przywołują i przetwarzają ideę góry albo groty... dodam kilka moich ulubionych memów do repostowania:

to kościół w neviges w niemczech z 1968 r.
to kościół w st. georgenbergu w austrii z 1976 r.
całkiem pokurwione co?!

to teshima art museum w japonii z 2010 r.
to jeanne hachette building w paryżu z 1976 r.
na następny odcinek cyklu zaproszę, kiedy głupi amazon przyśle zamówione półtora miesiąca temu cuda. przewiduję, że przez moje życie i świadomość przetoczą się gwałtowne zmiany............. pozdrawiam czytelników.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz