sobota

dom w kształcie kaczki

nie tak dawno wdałam się w dyskusję z kolegą o reklamach w przestrzeni publicznej. mieszkamy w katowicach, dlatego podpieraliśmy się przykladami stąd. proszę:

sklep na rynku w katowicach, zdjęcie z gazety
pod spodem jest niebieski (eleganza)
















































on zadeklarował się zdecydowanie przeciwko obecności wielkoformatowych reklam w mieście; ja nie miałam i nie mam z nimi żadnego problemu, chociaż wówczas trudno mi było właściwie sformułować, dlaczego, i przez to byłam jakby gotowa sama przed sobą skapitulować, uznać, że tak naprawdę opieram się na intuicji, brak mi argumentów.

ten znajomy twierdzi, że takie działanie z ilustracji powyżej to zaśmiecanie i faktycznie nie sposób przyznać mu racji... z jednej strony taki denerwująco tani pseudo-estetyzm spod znaku bryla.pl albo inicjatyw obywatelskich w stylu 'napraw sobie miasto' w których banda poważnych kretynów w zrywie społecznym protestuje przeciwko malowaniu bloków na kolory majtek i skarpetek albo postuluje sprzątanie kup po psach i w ten sposób kształtują się rzekomo nowoczesne, europejskie społeczności i w ogóle wszystko żeby było takie ładne jak na obrazkach w necie w kopenhadze albo jak w berlinie. a z drugiej, no właśnie, zaśmiecanie, z którym tak ciężko dyskutować... ciężko do momentu, w którym się zacznie zadawać sobie pytania. nie, że głupoty typu: czy kiedykolwiek reklama była nieobecna w przestrzeni miejskiej, ponieważ to do niczego nie prowadzi (wiem, bo próbowałam). ale na przykład: kiedy i dlaczego symbol - reklama, szyld, znak - stał się na tyle ważny, na tyle wielki, że można go było zacząć rozpatrywać nie tylko jako element krajobrazu, ale jako pełnoprawny element architektury, po czym nawet jako jej element nadrzędny.

odpowiedź znalazłam w sumie niespodziewanie w 'learning from las vegas'. ogólnie to kiedyś byliśmy rzymianami i funkcjonowaliśmy w takiej mikro-skali, zdeterminowanej zasięgiem naszych oczu i nóg (to trochę mało fortunne sformułowanie, mam na myśli to, gdzie sięgał wzrok i gdzie poniosły nogi, heh). symbole jako takie i symbolizm architektury, dostępnej zwykłemu przechodniowi, były domeną budynków użyteczności publicznej (targi, place, świątynie). między wtedy a dziś jest ten schemat:
























paul virillio: 'stworzona przez seryjną produkcję samochodów (od 1914 r. w fabrykach forda) możliwość przemieszczania się sama w sobie może stać się (...) rewolucją wystarczającą do zmiany po raz kolejny stylu życia obywateli poprzez przemianę wszystkich ich potrzeb konsumpcyjnych idącą w parze z całkowitym przekształceniem terytorium państwa.' ('prędkość i polityka'; swoją drogą polecam, to książka o motto 'wolałbym nie ocaleć'.)

kiedy zwiększa się prędkość, kompletnej zmianie ulega także samo terytorium. zanika możliwość czytelnej, jasnej ekspozycji funkcji zabudowań, naturalna w tzw. ludzkiej skali. dlatego supermarkety przy autostradach nie mają witryn; na ich froncie usytuowane są za to ogromne parkingi - symbole tej właśnie prędkości i dynamiki. budynki przy autostradzie nie mają szyldów, lecz są szyldami, bez których nie byłyby możliwe do zlokalizowania; nie istniałyby. reklama  jest architekturą.
































no i stąd niedaleko konkluzji, że takie reklamy, jak ta z pierwszego zdjęcia, jawią się jakby bękartami tej dyktatury prędkości. wydaje mi się, że to chyba pokłosie określonego podziału urbanistycznego miasta - modernistycznego rozczłonkowania na określone strefy funkcjonalne, powodującego takie obdarcie z ludzkiej skali. ale w tym przypadku to wszystko jest tak jakoś niedbałe i nieudolne, ponieważ, jak wiadomo, w katowicach po rynku chodzi się pieszo. nie twierdzę, że to mi się 'podoba' albo 'nie podoba'; nie uważam tego za 'ładne' ani 'brzydkie'. pierwsza strona learning from las vegas: 'there is perversity in learning process: we look backward at history and tradition to go forward; we can also look downward to go upward. and withholding judgement may be used as a tool to make later judgement more sensitive. this is a way of learning from everything.'

1 komentarz: