wtorek

to nie ja, to moje układy samosterujące.

niezależnie od przyjętego punktu widzenia - np. popularnej opozycji "krytycznego" do "projekcyjnego" czytania architektury - jej funkcją jest po prostu kreowanie przestrzeni. jurgielewicz resources:


nie jest to specjalnie odkrywcze; już jakieś gotyckie kościoły, co ja piszę, już jakieś piramidy cheopsa nie były tworzone jedynie z myślą o oddzieleniu wnętrza od podwórza i ewentualnym przyozdobieniu ścian. jednakże rzecz, o której chcę dziś opowiedzieć, przesuwa tę ideę kreacji przestrzeni dalej, niż zwykliśmy to na codzień oglądać i, było, nie było, doznawać.


hormonorium philippe'a rahma z biennale architektury w wenecji w 2002 roku to fascynujący projekt, poprzedzony szczegółowymi badaniami z pogranicza biologii, anatomii, chemii i pewnie czegoś jeszcze... właściwie to tak dalece wykracza poza tradycyjnie pojmowaną domenę architektury, że ciężko sprecyzować, czymże w istocie jest ta eksperymentalna przestrzeń: laboratorium, w którym wszyscy jesteśmy królikami doświadczalnymi? metafizyczym miejscem, odpowiednim do medytacji nad naszymi ludzkimi ograniczeniami? niebezpieczną sztuczką, mogącą stanowić początek naszego ubezwłasnowolnienia? przyszłością architektury? przestrzeni życiowej człowieka w ogóle? hormonorium to bowiem udana (wnioskuję z lektury, bo w 2002 roku myślałam raczej o tym, co dostanę na komunię, i jakoś się nie złożyło żebym się wybrała na biennale) próba utworzenia budynku, wpływającego na przebywające w nim osoby bez pośrednictwa ich świadomości. to zresztą absolutne zaprzeczenie architektury odbieranej intelektualnie, chociażby przez pryzmat przywołanych przeze mnie na samym początku wpisu kryteriów. hormonorium jest przestrzenią akontekstualną, oderwaną i niezależną od zewnętrznych czynników geograficznych, społecznych, kulturowych etc.

sam architekt twierdzi, iż jego podstawowym założeniem było zniwelowanie granic pomiędzy żyjącym i nieżyjącym; hormonorium to pozbawione fizycznych barier między przestrzenią a organizmem kontinuum. architekturę odbieramy tu podprogowo, nieświadomie dając się prowadzić własnej skórze, oddechowi i pozbawionemu punktów odniesienia, a jednak stymulowanemu nasileniem światła, wzrokowi. projekt rahma stanowi więc jakby zaprzeczenie wolnej woli; zaprogramowany został tak, aby sterowały nami sygnały, odbierane bezpośrednio przez nasz system nerwowy i stymulujące go do konkretnych odczuć, a nawet zachowań.

zatem jakie faktory, w jaki sposób i do czego mogą stymulować nasze organizmy? rahm definiuje je jako de facto czynniki klimatyczne: są to światło, temperatura, wilgotność, powietrze. odpowiednio zaprogramowany system hormonorium generuje przestrzeń, odbieraną przez nasz układ autonomiczny - neurowegetatywny system nerwowy (odpowiedzialny za nieświadome reakcje na zewnętrzne i wewnętrzne bodźce, np. za to, że stres powoduje pocenie się rąk - wiem od siostry, studentki medycyny).

podłoga hormonorium, wyłożona 528 panelami fluorescencyjnych przewodów, emituje silne białe światło (jego natężenie to 5000-10000 luksów) o spektrum podobnym do słonecznego z promieniowaniem UV-A i UV-B. jednakże ta wertykalna inwersja źródła światła powoduje specyficzną iluminację, podobną do tej, której doświadczamy w słoneczny zimowy dzień, kiedy powieki, tak jak tutaj, nie chronią naszych oczu przed promieniowaniem. jak dowodzi rahm, odbiór promieniowania przez siatkówkę oka wpływa na zmniejszenie wydzielania melatoniny w szyszynce, co wpływa na nieodczuwanie zmęczenia i regulację nastroju, a nawet, w efekcie, na wzrost libido.

w hormonorium panuje "alpejski" klimat, to jest jakość powietrza wewnątrz pawilonu odpowiada tej charakterystycznej dla sfer wysokogórskich (3000m n.p.m.): zachodzi tu podwyższenie stężenia azotu w powietrzu i związane z tym obniżenie się ilości tlenu. organizm doświadcza lekkiego niedotlenienia, mogącego powodować zarówno dezorientację, jak i (dzięki nadprodukcji endorfin) uczucie euforii. zwiększa się także produkcja erytropoetyny w nerkach i rośnie wskaźnik hematokrytowy, co przejawia się w podwyższeniu wydolności organizmu nawet o 10%.

nie sposób uniknąć wniosku, że, niezależnie od przyjętych kryteriów oceny, wartość tego projektu jest trudna do przecenienia. w zasadzie dziś, po niemal 10 latach od wystawienia pawilonu rahma na biennale w wenecji, można powiedzieć, że jego założenia przeniknęły do życia codziennego. prawdopodobnie zresztą nie można nakreślić tu związku przyczynowo-skutkowego; hormonorium to raczej przejaw pewnej tendencji. dość jednak powiedzieć, że moja mama regularnie torturuje się na fitnessie na urządzeniu o nazwie body space, które wpływa na jakość ćwiczeń dzięki generowaniu swoistego "mikroklimatu", zaprogramowanego tak, aby jak najefektywniej stymulować organizm do wysiłku i osiągnąć w miarę szybkie i trwałe rezultaty. podobnież czytałam gdzieś w internecie, że jakiś czas temu któryś z zawodników nba zapoczątkował modę na wzbogacanie inteligentnych domów o funkcję generowania wysokogórskiego mikroklimatu - głównie chodziło chyba o zawartość tlenu w powietrzu - aby nawet w czasie wolnym od treningów poddawać swój organizm wydolnościowym ćwiczeniom. jedyne, co mogłabym zarzucić rahmowi, albo może zasugerować jego następcom, to położenie większego nacisku na czysto projektową stronę budowli - hormonorium otwiera bowiem przed architektem niewypowiedziane możliwości kształtowania przestrzeni i reżyserowania zachowań jej użytkowników przy pomocy tych nieuświadomych reakcji naszego układu autonomicznego.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz