piątek

lista lista

postanowiłam uczcić na blogu premierę "prometeusza" i zmontować sobie listę ulubionych filmów science fiction. nie jestem pewna, czy uda mi się to ładnie zrealizować, bo z założenia jestem przeciwniczką takich procedur. z drugiej strony mam dość jasno sprecyzowany gust odnośnie tak wizualnej, jak i fabularnej strony kina i literatury sci-fi, a niestety większość (jeżeli nie wszystkie) takich list w sieci kompletnie się z nim rozmija - dlatego może i taka publikacja na blogu będzie spoko.

postanowiłam nie zawierać na liście samego "prometeusza". oczywiście jestem już po seansie, jednakże uznałam, iż tyle się naczekałam na ten film, a ridley zaserwował nam tyle dobroci, że film zdecydowanie zasługuje na osobny wpis, który mam nadzieję wkrótce wymęczyć... niestety oprócz kilku poruszonych w filmie kwestii, które radują moje małe serduszko, pozostaje też kwestia kontrowersji związanych z samą recepcją obrazu przez bandę baranów o czym też chciałabym napisać kilka słów, ponieważ w tym akurat punkcie obojętna mi zazwyczaj głupota internautów kompletnie mnie przerosła... ale o tym wszystkim już naprawdę innym razem. zapraszam do listy. porządek alfabetyczny.

2046, 2004 r., reżyseria: kar-wai wong
uświadomiłam sobie właśnie, że 2046 zawiera prawdopodobnie wszystko, co przynosi mi radość w obcowaniu z wizualną stroną sztuki, a nawet świata - i w takim samym stopniu mam tu na myśli film, co obrazy albo fotografię, a także architekturę i przyrodę. chodzi mi tu o postrzeganie pozaintelektualne. zresztą myślę, że to fantastyczne, iż ten właśnie film otwiera moją listę, bowiem jest on prawdopodobnie wspólnym mianownikiem wielu, jeśli nie wszystkich, filmów z tej listy. jeśli chodzi o fabułę, jest tu dla mnie drugorzędna, choć porusza szereg moich ulubionych zagadnień - androidy, pisarze, samotność, tęsknota, przeszłość i przyszłość, takie tam tematy do wpisania w rubrykę "zainteresowania". porusza mnie również piękno aktorek - ziyi zang i li gong, a nade wszystko faye wong, której uroda i jakiś trudny do uchwycenia wdzięk zawsze przyciągają moją uwagę. a w ogógle to gdybym miała wskazać trójkę moich ulubionych reżyserów, to dwa pozostałe miejsca należałyby prawdopodobnie do andrieja tarkowskiego i ridleya scotta.

alien, 1979 r., reżyseria: ridley scott
możnaby pomyśleć, że to ostatnia rzecz, jaka się powinna tu pojawić. albo, co zabawne w kontekście poprzedniego zdania, że to oczywiste, że ten film się tu pojawi, bo pojawia się zawsze i wszędzie. jego obecność na liście nie wynika jednak z mojego zapatrzenia w jakieś bezimienne autorytety, ale z dwóch słów-kluczy: "giger" i "obca technologia". bez wahania mogę napisać, że zarówno horrory, jak i fantastyka spod znaku beksińskiego tudzież aerografu (jestem zresztą totalną ignorantką w tych dziedzinach, więc sorry, jeżeli to jakieś głupie czy obraźliwe połączenie) nie leżą w kręgu moich zainteresowań. jednakże plastyka uniwersum utworzonego w ogromnej mierze przez gigera tak mnie rozpierdala swoim nowatorstwem! i tak naprawdę możliwościami, które z sobą niesie! zresztą tak naprawdę ta wizja i dziś jest dość nowatorska w mainstreamie, gdzie kosmiczna technologia wygląda w najlepszym wypadku jak stylowe, analogowe sprzęty, kreowane w latach 50 czy 60, a w najgorszym jak siermiężne supertajne oprzyrządowanie wojskowe.

blade runner, 1982 r., reżyseria: ridley scott
no tutaj to mam już mega problem, żeby cokolwiek napisać... a powinnam napisać dużo, ponieważ to jeden z najlepszych filmów, jakie widziałam w swoim życiu. a bodaj i najlepszy. to chyba jedyna rzecz, którą fascynacja wraca mi średnio co półtora roku i zawsze osiąga chore rozmiary. mimo to nie napiszę zbyt wiele; w każdym razie nie teraz. polecę chyba tylko książkę, bo choć "do androids dream of electric sheep?" ma ugruntowaną pozycję w powszechnej świadomości, to jednak mało znanych mi osób zdecydowało się po nią sięgnąć, bo każdy ma ponad 20 lat i woli już czytać inne książki, nie wiem nawet, czy w obawie o posądzenie o głupotę, czy wręcz przeciwnie - o pretensjonalność. z rzeczy pominiętych przez scotta w filmie, w książce świetny jest np. motyw z urządzeniem o nazwie emotion organ. (:D)

children of men, 2006 r., reżyseria: alfonso cuarón
z radością obserwuję rosnące zainteresowanie i aprobatę dla tego filmu :) bo jest rewelacyjny, wizualnie przepiękny, historia taka, że można się rozbeczeć. paula mówi, że książka też jest w porządku, ale ja jeszcze jej nie przeczytałam. i w ogóle nie chciałabym tu spłycać pisząc, że kocham clive'a owena, ale takie są fakty... ewentualnie tutaj można kliknąć po coś bardziej konstruktywnego.

the day the earth stood still, 1951 r., reżyseria: robert wise
w sumie sci-fi klasyk i tyle, ogląda się bardzo przyjemnie (zresztą nie jestem zresztą jakąś wielką znawczynią kina, nie chciałabym się na taką kreować, ale wydaje mi się, że jest tak z ogromną większością amerykańskich filmów z okresu powiedzmy pre-70s, wyłączywszy zawsze odrażające musicale) i ja osobiście naprawdę emocjonowałam się głupotą ludzi, chociaż już nie jestem mała i waleczna i w związku z tym teraz już zazwyczaj ignoruję takie rzeczy. ale ten akurat film lubię za coś innego - śliczny, stylowy statek kosmiczny, którego projekt wynika oczywiście z tradycji wzornictwa i architektury tamtych czasów. ładne jest to cacko i ogólnie co to za fajny, gustowny film.

gattaca, 1997 r., reżyseria: andrew niccol
tutaj już dotyka się do czegoś, co mnie bardzo interesuje i co chyba trudno już dziś nazwać science fiction, co w sumie pokazuje głupi wpis o madonnie poniżej na blogu. podobnie jak "ludzkie dzieci" "gattaca" jest klasyczną antyutopią, choć tutaj represje wynikają z modyfikacji genetycznych, czyli ten stary huxley, czy coś tam... wizualnie film jest imo podobny do 2046, zresztą wiele urody dodają mu piękne, surowe i funkcjonalne, "futurystyczne" (o głupocie tego sformułowania możnaby dyskutować i dyskutować, ale niech będzie takie uproszczenie na potrzeby listy) budynki franka lloyda wrighta.

ghost in the shell 2: innocence, 2004 r., reżyseria: mamoru oshii
przede wszystkim cyborgi, androidy, ale też: co to znaczy żyć? albo: co to znaczy umrzeć? dużo lepszy od jedynki. wizualnie doskonały. zresztą - tak jak nie zamierzałam ubogacać listy fragmentami filmów z youtube, tak tutaj chyba muszę to w końcu zrobić: kliknij, aby obejrzeć sobie scenę parady ulicznej. w ghoście rewelacyjna jest także antycypacja przyszłości, w moim odczuciu jak najbardziej trafna. ten film jest ogólnie bardzo patetyczny, zrealizowany z wielkim rozmachem. przejawia się to również w fabularnej stronie filmu, w której oshii imo z powodzeniem mierzy się z takimi fundamentalnymi kwestiami. niestety wielu osobom przeszkadza takie napompowanie warstwy fabularnej, albo - można tak napisać? - filozoficznej filmu. zarzuca się mu ogólnie zagmatwanie i przeintelektualizowanie, często w kontraście do części pierwszej, którą w razie konieczności możnaby od biedy nazwać po prostu filmem akcji. cóż, ja tego tak nie widzę, a wydaje mi się, że jestem nawet wyczulona na głupotę i grafomanię artystów :) film bardzo, bardzo mi się podoba. to (obok blade runnera) jedno z dwóch szczególnie ulubionych przeze mnie dzieł z tej listy. i jedyne anime na liście - nie dlatego, że anime nie są fajne, ale reszta jakoś nie jest dla mnie wystarczająco uniwersalna. choć można by zawrzeć ewentualnie np. natural city, rennaisance albo nawet akirę, do których jakby co odsyłam. btw fajną animacją jest też la planete sauvage z lat 70, można to obejrzeć w całości na yt, ale traktowałabym to bardziej jako ciekawostkę. kocham też serial aeon flux, ale właśnie jakieś zbyt uniwersalne - czy lepiej: rozmyte - kryteria przyjęłam, aby go tutaj wpasować.

the hitchhiker's guide to galaxy, 2005 r., reżyseria: garth jennings
uwielbiam ten film, uważam że jest uroczy i naprawdę zabawny, chociaż oczywiście to absolutnie nie to, czego szukam w kinie science fiction - ale myślę, że i tak fajnie go dodać do listy.

a scanner darkly, 2006 r., reżyseria: richard linklater
i also used to know in the past a communist agent who got so involved in trying to wreck anti-bolshevist groups by distributing drugs among them that he became an addict himself and lapsed into a dreamy state of commendable metempsychic sloth. he must be grazing today on some grassy slope in tibet if he has not yet lined the coat of his fortunate shepherd. (nabokov's strong opinions)

solaris, 1972 r., reżyseria: andriej tarkowski




itd.

terminator salvation, 2009 r., reżyseria: McG
szczerze nienawidzę terminatorów 1 i 2! na papierze to niby ma wszystko, co trzeba, natomiast to są tak kurwa beznadziejne filmy, że kompletnie nie potrafię sobie wytłumaczyć, skąd się bierze ogólna aprobata dla nich. ale przypadkiem obejrzałam sobie tę część salvation (nawet nie wiem, czy to 3, czy 4, musiałabym pogooglować, ale już mnie męczy ta lista i tego nie zrobię) i naprawdę mi się spodobała - niemały wpływ na to ma pewnie chujowatość pierwszych dwóch części. ale tu jest wszystko, co lubię, czyli mechanoid, androidy-niszczyciele, w dodatku jak super jest rozkminione funkcjonowanie tego imperium maszyn, tego jak konstruowane są zadaniowe roboty, no trzeba powiedzieć, że nie tylko przyjemne dla oka, ale też fajnie wszystko rozkminione.

welt am dracht, 1973 r., reżyseria: rainer werner fassbinder
po zastanowieniu postanowiłam dodać jeszcze ten jeden, ponieważ jest bardzo ładny. to chyba film telewizyjny, jest bardzo długi (podzielony na dwie części), jak kilka innych wybranych przeze mnie rzeczy bazuje na książce, której jednak nie zdążyłam jeszcze ogarnąć. ciekawostką dla mnie było, że motyw z telefonami w "matrixie" jest wzięty właśnie stąd... zresztą fabuły takich rzeczy jak "matrix", "13th floor" albo "dark city" dublują trochę tę z "welt am dracht" - albo raczej z tej książki, "simulacron 3".

ponadto lajki dla tych tutaj: imdb watchlist, ale nie mam teraz siły pisać więcej! i nie wszystkie jeszcze widziałam. michał się pewnie trochę zezłości, bo to jego konto udostępniam czytelnikom do oglądania, ale trudno, musi to przeżyć, bo jego zestawienie jest super. a co do mojej powyższej listy, to gdy zaczynałam, myślałam, że wyjdą jakieś mniej oczywiste typy :) a tu jednak nie tak łatwo taką listę utworzyć. ale będę nad tym pracować, może następnym razem zawężę jakoś kryteria.

2 komentarze: