piątek

tylko nie aircraft carrier

niedawno wróciliśmy z michałem z biennale architektury, gdzie obejrzeliśmy trochę fajnych projektów autorstwa osób, po których niczego innego nie można się było spodziewać, oraz, niestety, masę rzeczy nudnych i przezroczystych, stworzonych przez architektów i artystów, których nie znaliśmy - a tak jakoś pokładaliśmy w nich wiele nadziei. zanim przejdę do tematu, o którym postaram się dziś trochę opowiedzieć, czyli żeby było też choć trochę miło (bo ogólnie planuję poświęcić ten post hejtowi izraelskiej wystawy w giardini), chciałabym tu jeszcze napisać kilka słów na temat niektórych z obejrzanych wystaw. nie sposób wspomnieć o wszystkim, musiałabym tu stworzyć co najmniej jakiś cykl blogowy, a do tego na pewno zabrakłoby mi samodyscypliny i, przede wszystkim, ochoty. dlatego będzie to dosłownie kilka impresji, zresztą nawet nie na temat najbardziej interesujących rzeczy, po prostu zapiszę tu kilka wrażeń, które mogłyby mi się szybko zatrzeć w pamięci, w większości, к сожалению, z powodu naturalnych ludzkich mechanizmów obronnych.

(1) w dwóch z kilkunastu pawilonów (rosyjskim i czesko-słowackim) tablety stanowiły integralną część wystawy. niestety wydaje mi się, że potencjał tego rozwiązania był wykorzystany co najwyżej w połowie - tak pod względem technologicznym, jak i artystycznym, architektonicznym, jakkolwiek to nazwać. czesko-słowacka wystawa istniała właściwie tylko w tych tabletach (jeśli chce wam się brnąć przez klasyczny kuratorski bełkot - tu można obejrzeć i poczytać o co chodzi). formalnie bomba, szkoda tylko, że aplikacja była jakaś niedopracowana i nie układało się to w pawilonie tak, jak powinno, co uprzykrzyło mi bardzo odbiór przestrzeni - chociaż oczywiście trzeba docenić próbę realizacji, nawet tę niedoskonałą, bo to tak naprawdę czyste science fiction. co lubimy. natomiast rosyjskia prezentacja skolkova (сколкова), czyli 'miasta naukowców', które faktycznie ma być niedługo wybudowane (więcej tutaj), wykorzystywała ipady do odczytywania rozmaitych danych na temat projektu przyszłego miasta ze ścian obiektu. wizualna strona pawilonu jest faktycznie zachwycająca; niestety odnosi się wrażenie, że sama koncepcja rozwijała się tak, że najpierw założono sobie wykorzystanie tabletów, a następnie opracowano architektoniczną stronę pawilonu, na sam koniec zostawiając obmyślenie, jak właściwie taka technologia miałaby funkcjonować i co takie rozwiązanie może wnieść do całości rozkminy. w rezultacie otrzymano zajebiście ładny pawilon udający w pełni zinformatyzowaną przestrzeń, podczas gdy tak naprawdę ipady wykorzystuje się do odtworzenia w przypadkowej kolejności kilkudziesięciu (?) multimedialnych prezentacji dotyczących przyszłego i-miasta. przez to w swojej istocie (w sensie jakby intelektualnego odbioru) wystawa nie różniła się specjalnie np. od amerykańskiej, gdzie po prostu wywieszono plansze z tekstem i zdjęciami. już nie wchodząc w rozkminy typu: czym poza spektakularnym interfejsem (który raczej nie jest najważniejszy w kreowaniu przestrzeni, a już tym bardziej przestrzeni publicznej, co było przecież tematem tegorocznego biennale) rosyjska wystawa różniła się od kurwa reklamowego folderu inwestycji... spróbuję się wyrazić bardziej precyzyjnie: twórcy tego miejsca ubrali analogowe założenia w cyfrową technologię i z tego powodu otrzymana przestrzeń po chwili zachwytu jawi się już tylko półśrodkiem, powodując tym większe rozczarowanie.

oczywiście to, co tu zanotowałam o skolkovie to mały ułamek tego, co należałoby powiedzieć, aby zamknąć temat; zresztą - śmieszne w kontekscie poprzedniego akapitu - wcale nie jestem pewna, czy należy się spierać z werdyktem jury, które przyznało tej wystawie pierwszą nagrodę (to też może powiedzieć trochę o jakości prac z giardini). (pomyłka, nagrodzono chyba pawilon japoński - wtf)

(2) japońska wystawa pod kuratelą chyba toyo ito - przykro mi to pisać, ale też trochę porażka : ( tzn. co prawda tylko w tym sensie, że merytorycznie temat podjęty przez ito został pięknie rozpracowany co najmniej rok temu przez thoma mayne'a w 'combinatory urbanism' (to było już zresztą wspomniane na blogu) - ale poza takim wyważaniem otwartych imo drzwi nic więcej nie zaproponowano.

(3) zaha hadid. wcześniej mnie zupełnie nie interesowała, właściwie kojarzyłam ją tylko - że dekonstruktywizm i tam jakieś wieżowce... a tu wystawa w arsenale jaka piękna. jak to wszystko było zajebiście wykonane. chociaż michał mówi, że ogólnie jej projekty trzeba podpierać jakimiś kolumnami, bo nie chcą się trzymać - po tym, co zobaczyłam, jestem przekonana, że to nie ma żadnego znaczenia, a zaha hadid to w ogóle jakow czernikow. jest cudowna i w dodatku cieszy mnie niezmiernie, że tę wyjątkowo piękną architekturę tworzy kobieta i to o arabskim pochodzeniu - i sukces, jaki odniosła, role model 4 life jak nic :)

(4) muszę to napisać, bo chociaż specjalnie mnie to nie obchodzi, ktoś to musi w końcu powiedzieć - polski pawilon jest tak beznadziejny... każdy otrąbił w sieci jakiś gigantyczny sukces, ja też się spodziewałam czegoś super, na papierze wygląda to zajebiście, a w rzeczywistości... ej był tam ktoś? to gówno na serio nie jest puszczone z magnetofonu? nawet jeśli nie, to czy ktoś się zastanowił, jaki sens ma wystawianie czegoś takiego na biennale architektury w 2012 roku? natknął się ktoś ostatnio na równie idiotyczny i pretensjonalny tytuł? ...

***

aircraft carrier. zacznę od tego - prawdopodobnie mało poprawnie politycznie i w ogóle - że jedząc kanapki naprzeciwko kompleksu nabijaliśmy się z miszą, że w izraelskim pawilonie na wejściu obowiązują dodatkowe opłaty i nas nie wpuszczą, bo nie mamy kolejnych 20 euro. takie nudne i głupie żarty. po czym weszliśmy do budynku, gdzie cały parter zajmuje sklep z gadżetami, będącymi niby jakimiś tam symbolami (o tym później) i co ogólnie miało być niby ironicznym komentarzem, bo wiecie, żyjemy w erze konsumpcjonizmu, a to znajduje także odbicie w architekturze... w takich momentach myślę, jak łatwo byłoby mi nieprzerwanie afirmować moje ideały prawdy i piękna i miłości do każdego człowieka, gdyby kurwa ludzie nie byli takimi zjebami, które np. w 2012 roku proponują na wystawie o - głupia klisza - światowej renomie takie rzeczy. przysięgam, tak bardzo się staram, żeby za 50 lat wiedzieć to tak, jak wiem teraz, czyli teoretycznie, że bycie zażenowanym 24/7 nie jest dobrym pomysłem na spędzenie życia. ale niekiedy człowiek nie zdąży w porę zamknąć oczu. a jak chce się żyć w mieście miłości zawsze trzeba być czujnym, bo na przykład niby się jest w bezpiecznym miejscu, w przyjemnym parku, pod koniec lata, w najładniejszym mieście świata, mieście z mangi, ma się pełny brzuszek pysznego jedzenia i słodkiego wina, się jest na biennale architektury, gdzie nie tak łatwo mieć swoją wystawę, gdzie chodzi o to, żeby pokazywać nowe rozwiązania, a jeśli już nie nowe, to przynajmniej piękne albo pożyteczne i tego się generalnie spodziewa, ostatecznie, pal już 6 takie generowanie eksperymentalnej przestrzeni, toleruje się ładne czy ciekawe prezentacje rozmaitych projektów. ponieważ - dla czytelnika bloga dalej 'na przykład' i niech się uczy na moich błędach - w tej sielance trafiają się ludzie, którzy uznali, że fajnym pomysłem będzie zajebanie całej kondygnacji pawilonu sklepem z wieśniackimi niepotrzebnymi przedmiotami i że, co więcej, co kurwa najlepsze, to może służyć jako pierdolony ironiczny komentarz do zmiany kierunku rozwoju architektury jakiegoś kraju z socjalizmu do konsumpcjonizmu. w 2012. znam urban legend (nie mam żadnych danych) o tym, jak jakiś artysta zapakował gówno do pudła i je sprzedawał w galerii, wystawiał, whatever - to było 1000 lat temu czy ile? i czy serio można uznać za błyskotliwe i ironiczne wobec komercjalizacji architektury tworzenie tony drogiego gówna, które za miesiąc pójdzie na śmietnik i tam się stanie skończonym symbolem konsumpcjonizmu i tej jebanej komercjalizacji, przy okazji będąc też ironicznym komentarzem do wystawy, której było częścią? a może po prostu taniej było wyprodukować w chinach nie 5, a 500 egzemplarzy produktów-piktogramów potrzebnych do przedstawienia tego, jak, uogólniając, amerykańska polityka rucha izrael w dupę? przypominam, że to wszystko ma dotyczyć tematu biennale "common ground", a wrażenia potęguje osadzenie w kontekście innych wystaw, jak chociażby ta stanów zjednoczonych albo niemiecka reduce, reuse, recycle. ogólnie to wow, kurwa, totalnie jestem pod wrażeniem intelektu autora koncepcji - przynajmniej ja musiałabym się naprawdę namęczyć i postawić z sześć cudzysłowów, aby do czegoś takiego dojść...

najlepsze, że egzaltuję się tak, a to dopiero opakowanie. kiedy się przejdzie nad tym gównem do porządku dziennego, jest jeszcze wystawa, u której podstaw leży tak kompletnie zła idea, że niesmak i zażenowanie osiągają ten absurdalny poziom, który wydawał mi się zarezerwowany wyłącznie dla prawdziwych polskich dziennikarzy i polityków. otóż izrael jawi się w nim ofiarą imperialistycznej polityki usa. nie twierdzę, że tak nie jest, to pewnie i trafna diagnoza, jednakże maksymalnie jednostronny i afektowany sposób prezentacji tego założenia - ogłaszający tak naprawdę stworzenie przez usa 'architecture of occupation' na terenie izraela przy kompletnym przemilczeniu polityki, która przy pomocy architektury zmienia strukturę państwowości na terytoriach palestyny, nie pozwala spokojnie przeanalizować problemu poruszanego przez aircraft carrier. heh, wystarczy sobie przeczytać, jaką tam interpretację przypisano traktatom z oslo. niestety zdaję sobie sprawę z tego, jak głupie byłoby oczekiwanie od izraelskich architektów podjęcia tematyki poruszanej przez wspomnianego już na blogu eyala weizmana. tym nie mniej uważam, że, zwłaszcza z uwagi na temat trzynastego biennale oraz, co za tym idzie, jego wyjątkowe (jak czytałam w wielu komentarzach) upolitycznienie, świetnie byłoby, gdyby twórcy izraelskiego pawilonu poszli w tę stronę, co kuratorzy duńskiej wystawy - ci oddali głos grenlandii. no i, przykro mi to pisać, ale już naprawdę chętniej zobaczyłabym tam kolejne nudziarstwo podobne do wystawy polskiej, rumuńskiej, norweskiej, kanadyjskiej itd. albo nawet spektakularny absurd w rodzaju pawilonu egipskiego. wszystko, tylko nie ten tendencyjny koszmar, przed którym przestrzegam i który chcę wymazać ze swej biednej, wrażliwej głowy. dziękuję.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz