wtorek

#siedzącwuszatymfotelu

poczyniłam kilka banalnych spostrzeżeń. otóż. dorosłość nie wychodzi na jaw wtedy, gdy bardziej pociągający od pijanego świtu w barze staje się muji, sklep z akcesoriami biurowymi, albo kaszmirowy szalik - choć brzmi to całkiem dobrze w humble-brag kategorii "stać mnie" i gdyby nie intymny charakter tego bloga pewnie rozważyłabym podpisanie się pod taką tezą. ale tak naprawdę zrozumiałam, że już jestem dorosła, co więcej, zrozumiałam to bez żadnego zdziwienia, kiedy zwyczajnie przestało mi się chcieć odzywać. wypowiadać się z aprobatą, albo z zażenowaniem coś komentować, wreszcie, wyrażać stanowczy sprzeciw. pewne rzeczy - zdecydowana większość pewnych rzeczy - nie wymagają w ogóle werbalizowania. tym lepiej, bo i tak z trudem mi ono przychodzi. oui, mes enfants, mes petites enfants, les choses qui paraissent abominables aux humains, si tu savais, de l'endroit ou j'habite, elles ont peu d'importance. może grymas niesmaku - w głowie - tyle mnie obchodzą wszystkie estetyczne wybory reszty świata.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz